Strona główna / Filmy / Magiczna zima Muminków”: Święta z Muminkami [RECENZJA]

Magiczna zima Muminków”: Święta z Muminkami [RECENZJA]

W natłoku trójwymiarowych kreskówek spod znaku Pixara, ultra kolorowych filmów dla młodego widza z montażem tak szybkim, że oko za nim nie nadąża, trzeba się nieźle naszukać, by odkryć coś bardziej tradycyjnego, co przywoła wspomnienia z dzieciństwa i pozwoli choć na chwilę zwolnić. Dlatego w okresie przedświątecznym warto szukać „Magicznej zimy Muminków”: dzieci zobaczą, że można oglądać inaczej, a dorośli przypomną sobie pewnie, o co chodziło z tą „Buką”.

Każdy z nas ma chyba własną historię związaną z Muminkami. Niektórzy chcieli być jak Włóczykij, innych denerwowała Mała Mi, jeszcze inni dociekali, czym właściwie byli Hatifnatowie (w sumie nie wiadomo).

Dla większości była to po prostu najważniejsza bajka z dzieciństwa, tak uroczo dziwna i tajemnicza, że mogła pochodzić tylko z osobliwej i mrocznej Skandynawii, o której oczywiście nikt nie miał zielonego pojęcia. Za każdym razem, kiedy twórcy filmowi wracają do tej opowieści, powstaje pytanie, czy kolejne przygody Muminka, jego rodziny i przyjaciół zdolne są utrzymać na dłużej uwagę tak małego, jak i większego widza, i to niezależnie od zmieniających się czasów, mód i trendów, od całego okropnego procesu dorastania, którego mimowolnie jesteśmy częścią. Okazuje się, że jednak można!

Dopracowany, bardzo pieczołowicie zrealizowany film Iry Carpelana i Jakuba Wrońskiego to dla dzisiejszych trzydziestolatków powrót do krainy dzieciństwa, kiedy wszystko było dużo prostsze, a jedyne, co spędzało sen z powiek to ta okropna Buka, ewentualnie Gargamel lub Księciunio Igthorn. Dla dzieciaków z kolei – odtrutka na produkcje hollywoodzkie, pokazanie animacji od strony dużo bardziej tradycyjnej, pokładającej nadzieję w rzemiośle i sztuce, a nie tylko w efektach komputerowych. Muminki z „Magicznej zimy…” przypominają zresztą tytułowe stworki w sposób najbliższy temu, jak je sobie wyobrażała autorka Tove Jansson, prezentując je na własnych ilustracjach. Warto więc przygodę z serią rozpocząć od tego wizerunku.

A sam film? To sympatyczna opowieść o sile przyjaźni i magii Świąt w pięknej zimowej scenerii dalekiej Północy, z postaciami, które znamy i kochamy. Teoretycznie więc nic nowego, a jednak opowiedziane z uczuciem, odrobiną sentymentu i szczyptą nostalgii – w starym, dobrym stylu.

Chociaż w „Magicznej zimie…” bywają pewne drobne zawieszenia akcji (film sprawdzałby się też o 20 minut krótszy), całość to efekt niezwykle owocnej koprodukcji polsko-fińskiej. Powrót do lat dziecinnych uważamy za udany, a pociechom przyda się taka filcowa podróż do przeszłości!

Sprawdź także

ALADYN

Historia biednego chłopca który dzięki lampie i dżinowi staje się bogaty . Opowieść doprowadza do …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *