Strona główna / Filmy / „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”: triumfator Złotych Globów [RECENZJA]

„Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”: triumfator Złotych Globów [RECENZJA]

Rzadko zdarza się w kinach premiera filmu spełnionego, tak genialnego, że gdyby wyciąć z niego którąkolwiek postać czy fragment wypowiedzi – czegoś by po prostu we wszechświecie nagle bardzo brakowało. Takim obrazem, po raz pierwszy od lat – są „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”. I tu niespodzianka: właśnie docenili go członkowie Hollywoodzkiego Stowarzyszenia Prasy Zagranicznej przyznając Złoty Glob za najlepszy film dramatyczny. Nie jest to wcale sprawa oczywista, ale doskonale wróży na Oscarową przyszłość. Co w dziele Martina McDonagha takiego wyjątkowego?

„Trzy billboardy za Ebbing, Missouri” to dramat matki (fenomenalna Frances McDormand), która utraciła ukochaną córkę, a policja – wszelkie nadzieje i zapał na znalezienie sprawcy tragedii. Ponieważ jednak Mildred mieszka w małym mieście, wszyscy wiedzą co zaszło, a rozdarta bólem kobieta traktowana jest trochę jak outsiderka, lokalna dziwaczka, której z powodu przebytej traumy wiele uchodzi na sucho.

Po wielu miesiącach braku jakiejkolwiek reakcji ze strony władz, Mildred postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Zaczyna od wykupienia powierzchni na trzech ogromnych, chociaż zupełnie niepasujących do krajobrazu billboardach na rogatkach miasta, na których oskarża miejscowego szeryfa (Woody Harrelson) o absolutny brak kompetencji i zwyczajne lenistwo.

Mała społeczność wrze, pojawiają się ekipy telewizyjne, a kobieta po prostu, metaforycznie pogryzając orzeszki, obserwuje piekło, jakie rozpętała w niewielkim Ebbing, Missouri.

 

Sprawdź także

Magiczna zima Muminków”: Święta z Muminkami [RECENZJA]

W natłoku trójwymiarowych kreskówek spod znaku Pixara, ultra kolorowych filmów dla młodego widza z montażem tak szybkim, że oko za nim nie nadąża, trzeba się nieźle naszukać, by odkryć coś bardziej tradycyjnego, co przywoła wspomnienia z dzieciństwa i pozwoli choć na chwilę zwolnić. Dlatego w okresie przedświątecznym warto szukać "Magicznej zimy Muminków”: dzieci zobaczą, że można oglądać inaczej, a dorośli przypomną sobie pewnie, o co chodziło z tą "Buką”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *